piątek, 1 marca 2013

Raca i wstydliwy problem Barçy

Share
Raca w pucharowym klasyku została rzucona z sektora zajmowanego przez kibiców Barcelony. Chociaż początkowo niektórzy zasugerowali się jedyną powtórką telewizyjną, na której widać tylko jak zapalony obiekt zostaje odrzucony przez kibiców Realu, dowód w postaci nagrania z klubowego monitoringu oraz relacje fanów Barçy nie pozostawiają złudzeń. 

"Na nagraniu widać jak raca zostaje rzucona  ze strefy 421 w kierunku strefy 522 (tercera graderia), gdzie znajdowała się grupa kibiców Realu Madryt. Raca jest teraz w posiadaniu Mossos, którzy spróbują znaleźć odciski palców i określić, kto naraził na niebezpieczeństwo kibiców na Camp Nou" - zdradził wiceprezydent Barçy Jordi Cardoner, 27 lutego na antenie Catalunya Radio.

Katalońska policja sprawdza odciski, ponieważ miejsce, z którego raca została rzucona do góry, jest zacienione i na podstawie nagrania nie da się zidentyfikować twarzy sprawcy.

Identyczną wersję zdarzenia przedstawił w Catradio socio Barcelony Joan, który siedział na tercera graderia: "W pewnym momencie zauważyłem ogień racy - pan Cardoner mówi o strefie 421, ja bym powiedział, że była to raczej 423 - i perfekcyjnie widziałem jak leciała z dołu na górę, w sektor kibiców Realu. Ci ją chwytają i odrzucają z powrotem i podejrzewam, że to widać na powtórce z C+".

Inny socio Barçy wyraził swoje zdumienie działaniem ochrony na Camp Nou od początku 2013 roku: "Do końca 2012 kontrola przed wejściem na stadion była szczegółowa, zaglądano nam do toreb.... Teraz, powiedzmy w ostatnich dwóch meczach, ochrona nie przejmuje się zbytnio tym, co się wnosi".

Swoje zdziwienie i zaniepokojenie nową sytuacją przy wejściach na Camp Nou wyraziło wielu innych kibiców Barcelony, którzy podzielili się doświadczeniami z Catalunya Radio.

Incydent z racą został od razu połączony z ostatnimi doniesieniami o powrocie na Camp Nou najbardziej radykalnych grup kibicowskich. O problemie informował też wczoraj m.in. El Pais:

"Źródła z policji potwierdziły dziennikowi El Pais, że mają dowody na powrót na Camp Nou radykalnych kibiców, którym zabroniono wstępu na stadion wiele lat temu. Od początku stycznia 2013 roku klub udostępnia tym osobom, rzekomo członkom Boixos Nois, bilety, które ci odsprzedają komu i jak chcą. Te same źródła stwierdzają, że w trakcie kontroli przed wejściem na stadion konfiskowano białą broń, a także potwierdzają obecność radykalnych kibiców w niektórych wyjazdach drużyny".

Cardoner wszystkiemu zaprzeczył, a incydent z racą nazwał "jednorazowym przypadkiem", który nie ma nic wspólnego z projektem Grada Jove. Zapytany o ciągnące się za zarządem Rosella doniesienia o pakcie z Boixos Nois, stwierdził: "Owszem zawarliśmy pakt przedwyborczy, ale ze wszystkimi grupami kibicowskimi, wśród których byli też Boixos Nois. Natomiast później zawarliśmy pakt formalny, w którym Boixos już nie uczestniczyli".

Cardoner zaprzeczył też, by widział Boixos, którzy mieliby uczestniczyć w wyjazdach pierwszej drużyny, chociaż wiceprezydent przyznał, że nie był obecny na wyjazdach do Granady i Mediolanu... Zdementował też pogłoski o tym, że klub udostępnia grupom kibicowskim pakiety biletów.

Dzisiaj doszło do spotkania przedstawicieli Barcelony z Mossos d'Esquadra, po którym Jordi Cardoner przedstawił inną wersję niż dwa dni wcześniej na antenie Catalunya Radio. W wywiadzie dla TV3 (41:00) stwierdził: "Mossos dali nam do zrozumienia, że musimy zatrzymać sprzedaż biletów w atrakcyjnych cenach, które w ostatnich 5-6 meczach udostępnialiśmy określonym grupom. Wiemy, że bilety sprzedajemy zawsze naszym socios, ale nie jesteśmy w stanie kontrolować do kogo trafiają później".

Za incydent z racą oraz wydarzenia przed meczem pod stadionem Barcelonie grozi teraz kara finansowa w wysokości od 60 tys. do 600 tys. euro. Kibice i niektórzy dziennikarze domagają się wyjaśnień od Cardonera. Na dzisiejszym spotkaniu Mossos zajęli wobec Barcelony twarde stanowisko, pokazując zdjęcia kibiców uznawanych za groźnych, wśród których byli i tacy, którzy na mecze na Camp Nou przychodzili w trakcie weekendowej przepustki z więzienia...

FOTO: ALBERT OLIVÉ (EFE)

poniedziałek, 25 lutego 2013

Iturralde: Klasyk to najłatwiejszy mecz do sędziowania

Share
"Klasyki Realu z Barçą sędziuje się najłatwiej" - mówi Iturralde, zanim udaje mi się zadać mu pierwsze pytanie...

MARCA (Olga Viza): Naprawdę sędziuje się je najłatwiej?

Iturralde: Proszę mi wierzyć, najtrudniejsze są mecze drużyn walczących o uniknięcie spadku, te są nieznośne. A klasyki, z sędziowskiego punktu widzenia, takie trudne nie są. Przynajmniej te, które sędziowałem ja: faule były klarowne. Inna sprawa to presja mediów i kibiców, bo nad tym nie panujesz.

Pan prowadził trzy klasyki. Co się czuje, gdy wyznaczają pana na taki mecz?
Dumę.

W pierwszym się pan nie przestraszył?
Zachowałem zdjęcie z kapitanami: Guardiolą i Sanchisem. Przed pierwszym gwizdkiem chciało mi się płakać. Mówisz sobie: "Jestem tutaj!". Później wyrzuciłem z boiska Roberto Carlosa za faul na Figo w 8 minucie i w ten sposób zostawiłem Real w dziesiątkę. Ja, w wieku 27 lat, w moim pierwszym klasyku, przy całym tym napięciu. Wygrała Barça 3-0.

Barça wygrała wszystkie trzy klasyki, które pan sędziował.
3-0, 0-3 i 5-0. W sumie 11-0 dla Barçy! Statystyki są jakie są [wzrusza ramionami], nie da się zaprzeczyć.

Może pan powtórzyć, co powiedział panu Iker Casillas?
Iker to dobry kolega, ale któregoś dnia powiedział mi: "Itu, do cholery, bardzo cię lubię, ale proszę cię, nie sędziuj nam więcej" [śmiech]. Bo poza tym, po 17 latach, są też inne statystyki. Na przykład taka, że najwięcej przegranych przez Real na Bernabeu meczów sędziowałem ja. Drugie miejsce zajmuje mój dziadek, który też był arbitrem.

Pracujecie na terenie, na którym ścierają się różne zdania.
Zazwyczaj słyszysz: "Arbitrem będziesz wtedy, kiedy zetrzesz się z dwoma transatlantykami: Realem i Barçą". To znaczy, że wtedy zaczniesz mieć problemy. A ja problemy miałem od pierwszego sezonu. Przyjeżdżałem na Bernabeu i kibice oczywiście na mnie gwizdali. Kiedyś podszedł do mnie Fernando Sanz i powiedział: "Spokojnie, jestem synem prezydenta i na mnie gwiżdżą bardziej niż na ciebie". Ludzie przypinają mi łatkę barcelonisty albo antymadridisty, a ja zapewniam, że tak nie jest. Jestem za Athletikiem.

Zadeklarował pan to, będąc jeszcze arbitrem.
Oczywiście. Niech nikt mi nie wmawia, że sędziowie nie mają swoich drużyn. Jak lubisz futbol, to masz swój klub. Powiem więcej, dzień, w którym przyszło mi sędziować towarzyski mecz Athletiku,  był jednym z moich najgorszych. Chcesz być wtedy taki sprawiedliwy, że koniec końców jesteś niesprawiedliwy.

Kiedy wyznaczano mnie na Gran Derbi, to mogę zapewnić, że z największą presją spotykałem się w domu... Mój ojciec, też arbiter, najbardziej "biały" z całej rodziny... Czarna owca! O tym też powiedziałem Ikerowi [śmiech].

Otrzymywał pan jakieś telefony przed klasykami?
Nigdy. Gdyby do tego doszło, rzuciłbym sędziowanie.

Z tych trzech klasyków, które pan sędziował, w którym najbardziej pan cierpiał?
Cieszyłem się wszystkimi trzema. To prawda, że trafił się jeden trudniejszy - pierwszy z serii klasyków, po którym sytuacja tak się zaogniła. Wygrała Barça 5-0.

Mou i Pep na ławce. Zerkał pan w ich stronę?
Zawsze wychodziłem na boisko z nastawieniem, że w kurniku powinien być tylko jeden kogut. Kogutem byłem ja. Trenerzy wiedzą z jakimi arbitrami mogą zadzierać bardziej lub mniej. Zawsze byłem porywczy, nie chowałem nic dla siebie i trenerzy o tym wiedzieli.

Nie zwracałem na nich zbytnio uwagi, zresztą, nie słyszałem ich. [myśli dłużej]. Nie rozumiem, jak to jest, widzisz ich w telewizji jak krzyczą do swoich piłkarzy, a kiedy jesteś na boisku, to ich nie słyszysz. Może to przez to, że tak bardzo jesteś skoncentrowany.

Dwa style gry. Jak to warunkuje pracę arbitra?
Łatwiej sędziować mecze Realu niż Barçy. Kiedyś Pep powiedział mi: "Nam dyktują mniej karnych niż Realowi". Wszystko ma swoje wytłumaczenie i mu o tym powiedziałem [bierze kartkę papieru, ołówek i zaczyna rysować]. Barcelona długo rozgrywa akcję. Wszystkie drużyny grają z Barçą tak, jak ostatnio Milan: 10 gości za piłką. Innymi słowy, Barcelona gra jak drużyna piłki ręcznej: podania, podania, wymiany w trójkątach i kiedy dostrzega szansę, posyła piłkę między liniami...

Kiedy to wszystko ma miejsce, arbiter jest 35 metrów od sytuacji. Gdy dochodzi do faulu w polu karnym, nie masz już dobrego widoku, bo masz przed sobą wielki tłok.

Z kolei Real gra z kontry, bardzo szybkie akcje, futbol wertykalny. Jak Barça traci piłkę, wychodzą do kontry. Ronaldo sam, Piqué sam, świetnie widzisz akcję, widzisz kiedy dochodzi do faulu w szesnastce. W meczach Barçy trudniej jest się nam ustawić tak, by nie przeszkadzać w grze. Futbol Barcelony nie jest tak wertykalny.

To prawdopodobnie największy problem?
Wiesz, że jak Barça straci piłkę, to pójdzie szybka kontra. Dla przykładu, analizowaliśmy jedną z kontr Cristiano. 89 minuta, korner przeciwko Realowi, strata piłki i w 8,5 sekundy piłka jest już pod drugim polem karnym. I goń tu za tą bestią po wybieganiu całego meczu. Myślisz sobie: jak już ma się coś wydarzyć, to niech to będzie klarowne przewinienie. Jak nie, to niech tę piłkę właduje do bramki.

Kolejne zmartwienie to oskrzydlające akcje Barcelony, w wykonaniu Alvesa czy Pedrito, dla przykładu. Mają te akcje tak wytrenowane, że zawsze są grane na granicy spalonego. W klasyku arbiter nie chce rozstrzygać polemicznych zagrań, tych na granicy. Lepiej jak są czarne albo białe.

Generalnie, tam na murawie musi pan się nasłuchać wszystkiego.
Ja wolałem z nimi dyskutować, niż karać kartkami za protestowanie. A jednak te kartki pokazywałem! Mimo wszystko dyskusje zostawały na boisku.

Są piłkarze, którzy się podlizują?
Jest wielu, cholera, wielu. "Ej, Iturralde, ale dzisiaj dajesz radę" - mówili. Chcą cię przeciągnąć na swoją stronę, wpłynąć na ciebie. Pamiętam Melliego z Betisu, który mówił: "Itu, ale jesteś dobry, jesteś fantastyczny". Kiedyś mu odpowiedziałem: "Paskudny jesteś, zamknij się w końcu".

Są też tacy, którzy nadają przez cały mecz. "Bla, bla" od pierwszej minuty. "Ale faul, Itu", "uważaj, Itu". Brałem ich na bok i mówiłem: "Co, dzisiaj bawimy się w sprawozdawcę radiowego"? [śmiech]

Są też pewnie tacy, którzy się nie odzywają.
Wie pani którzy? Geniusze. Żałuję, że nigdy nie gwizdałem Maradonie, ale cała reszta - Cristiano, Messi, Romario, Ronaldinho, Zidane, Ronaldo, Iniesta - nie zwracają na ciebie uwagi. Nie rozmawiali, koncentrowali się na grze.

Nie wspomni pan o Xavim?
Xavi, mówię to po koleżeńsku, jest bez wątpienia geniuszem, ale należy do grupy sprawozdawców radiowych! [śmiech] Może się obrazi. Lubiłem z nich żartować, żeby trochę rozluźnić atmosferę, ale też dlatego, że są piłkarze, którzy traktują cię jak obcego. Uważam, że w każdym klubie powinien pracować arbiter żeby, poczynając od cantery, pokazywać jak wygląda nasza praca.

Mówi pan, że żartował z piłkarzy?
Pewnego dnia Messi strzelił gola, jednego z tych po przedryblowaniu 200 gości. I kiedy zbliżał się do środka boiska, patrzy w moją stronę, więc mówię mu: "Ej, nie patrz tak na mnie z góry, bo ja takich goli sam wiele strzeliłem". Spojrzał tylko na mnie, jakby chciał powiedzieć: "co za pajac".

A jakaś historia z drugiej strony?
Kiedyś zapytałem Xabiego Alonso czy mogę trochę podrażnić Cristiano. Odpowiedział, że tak. Przed rozpoczęciem drugiej połowy na Bernabeu czekaliśmy na wyjście z tunelu, zbliżyłem się do niego: "Słuchaj Cristiano, straszny z ciebie gaduła, za dużo gadasz". Zbaraniał: "Ale przecież ja o arbitrach nigdy nic nie mówię! Nic nie powiedziałem".

"Nie, nie o to chodzi" - odpowiedziałem. "Ostatnio w wywiadzie dla Marki powiedziałeś, że jesteś numerem jeden w ping-ponga. Wiedz, że to ja jestem numerem jeden". Spojrzał na mnie z góry na dół: "Ja jestem numerem jeden na boisku i w ping-ponga" i wybiegł z tunelu [śmiech]. Przed kolejnym meczem rozgrzewaliśmy się i z oddali robił w moim kierunku gesty typowe dla gry w ping-ponga.

Wciąż nie doszło do tej rozgrywki między Cristiano i panem.
[Śmieje się] Ale najlepszy był Joaquin. W jednym z meczów Valencii z Barçą podchodzi do mnie i mówi: "Itu, zrób coś, nie robię nic innego tylko biegam, chyba tylko raz piłki dotknąłem. Weź coś z tym zrób, bo tylko biegam".

Wiesz, kiedy jest czas na żarty. W trakcie klasyku przy wyniku 4-0 nie wypada. Byłem wyjątkiem wśród arbitrów. W tym poważnym komitecie sędziowskim, to ja najwięcej gestykulowałem. Nie wiem, dlaczego oni ze mną tak długo wytrzymali.

Przeprosił pan kiedyś piłkarzy za swój błąd?
Tak. Czekałem do następnego meczu, bo najpierw musiałem taką sytuację zobaczyć w telewizji, ale przyznawałem: "Przykro mi, nie było karnego, pomyliłem się". Jak się już myliłem, to tylko dlatego, że tak, a nie inaczej widziałem daną sytuację, ale nie specjalnie. W meczu piłki nożnej musisz podjąć ponad 200 decyzji i jeśli ktoś czuje się skrzywdzony, to przepraszam. Myliłem się uczciwie.

Co pan sądzi o pomyśle wprowadzenia piątego arbitra od następnego sezonu, tego za bramką? Opowiada się  pan za propozycjami Platiniego czy Blattera?
FIFA jest bliższa technologii, UEFA woli piątego arbitra. Dysponują raportami, z których wynika, że w tej edycji Ligi Mistrzów strzelono więcej goli głową, było mniej fauli. Bo jeśli tam za bramką stoi dodatkowy sędzia, to piłkarz nie ryzykuje tak bardzo faulem. Futbol jest czystszy.

Zatem?
Trzeba będzie tego spróbować, prawda? My nie decydujemy. Decydują ludzie z góry, wśród których zazwyczaj nie ma żadnego arbitra. Wie pani, my jesteśmy z pokolenia Canal+, widać wszystko. Nasi szefowie tego nie rozumieją, bo są z poprzedniego pokolenia. To, co w telewizji widać perfekcyjnie z każdego ujęcia, na boisku nie widać, proszę mi wierzyć. Nowe technologie nas zabiły.

Nierówna walka?
Proca przeciwko czołgowi. Wyobraźmy sobie, że zrzuca się odpowiedzialność na innych. Wyobraża pani sobie, co by się działo, gdyby dzień po meczu spotykał się komitet rozgrywek i odbierał trzy punkty drużynie, która skorzystała na karnym po symulacji. Piłkarze by symulowali?  Więc nie, niech decyduje arbiter i bierze odpowiedzialność na siebie.

Rada dla Undiano Mallenco i Péreza Lasy przed klasykami?
Cieszcie się tymi meczami, bo później zdacie sobie sprawę, jak tego brakuje. Przebywanie na boisku z tymi ludźmi to wyjątkowa szansa. Wciąż nie jestem świadomy tego, że byłem w elicie 17 lat. Do dzisiaj kiedy oglądam telewizję pytam siebie: "I ja tam byłem?".

Czego panu zabrakło?
Boca-River. Opowiadano mi, że to jest prawdziwa presja, inny świat. Ten mecz najbardziej chciałbym sędziować, nawet bardziej niż gwizdać na mundialu.

[Marca]

czwartek, 21 lutego 2013

Rimonta storica...

Share
"Temu pokoleniu piłkarzy brakuje jeszcze historycznej remontady. Bardzo chcielibyśmy ją przeprowadzić".

(Xavi po porażce z Milanem)




FOTO: Reuters

środa, 20 lutego 2013

Ciężki trening na San Siro... dla synów braci Milito

Share
Trening Barçy na San Siro przed środowym meczem Ligi Mistrzów z Milanem nie będzie najlepiej wspominany przez starszego syna Diego Milito i jednego z synów Gabiego, byłego obrońcy Barcelony, którzy przyglądali się z boku ćwiczeniom piłkarzy Jordiego Roury.

Pod koniec sesji treningowej piłka kopnięta przez Sergio Busquetsa trafiła w twarz Leandro, starszego syna Diego. Chłopakowi pociekła z nosa krew, co zmusiło do interwencji służby medyczne, które poleciły zrobić prześwietlenie, żeby wykluczyć złamanie. Tymczasem Messi bawił się dalej piłką z pozostałą dwójką dzieci braci Milito. W pewnym momencie po kontakcie z Leo za piszczel złapał się syn Gabiego, co rozbawiło wszystkich obecnych: "Zabijecie mi rodzinę..." - zażartował Gabi. To nie jest najlepszy okres dla rodziny Milito...

[sportmediaset.it]
FOTO: Miguel Ruiz

wtorek, 19 lutego 2013

Nie było malwersacji przy zakupie terenów Viladecans

Share
Sporą część strat finansowych, które zarząd Rosella przypisał zarządowi Laporty (2003-2010 > 48,7 milionów euro, na podstawie rezultatów due diligence) stanowiła kwota, którą były zarząd zapłacił za tereny w Viladecans (18,5 milionów euro). Według rezultatów przeprowadzonego w 2010 roku audytu wartość tych terenów w momencie ich zakupu (2007-2008) wynosiła tylko ok. 5 milionów euro...

Innego zdania jest katalońska prokuratura, która twierdzi, że zarząd Laporty zapłacił wówczas cenę rynkową i nie wykazuje żadnych naruszeń w tej operacji.

W 2010 roku socios compromisarios różnicą zaledwie 29 głosów przegłosowali decyzję o pociągnięciu zarządu Laporty do odpowiedzialności za straty finansowe w wysokości 48,7 milionów euro w trakcie 7-letniego mandatu. Pozwani będą się teraz starać o obniżenie tej kwoty o ok. 13 milionów (różnica 18,5 - 5), wykorzystując wspomnianą opinię prokuratury ws. zakupu 30 hektarów terenów Viladecans. 

[Catalunya Radio]
FOTO: VICENS GIMÉNEZ

czwartek, 14 lutego 2013

"Grada Jove" już funkcjonuje, zarząd nie chce się przyznać

Share
Fani Barçy, którzy regularnie uczęszczają na mecze rozgrywane na Camp Nou, już jakiś czas temu zauważyli, że na trybuny wrócili kibice (a razem z nimi przyśpiewki) od dawna nie widziani na stadionie. Nie jest żadnym sekretem, że są to kibice uważani za radykalnych, którzy zostali wyproszeni z Camp Nou za mandatu prezydenta Laporty.

Po nieudanej próbie utworzenia Grada Jove, trybuny zorganizowanego dopingu, jednej z obietnic wyborczych Sandro Rosella, zdaje się, że zarząd stara się jednak wcielić ten projekt w życie, ale... nieoficjalnie, mimo że katalońska policja stanowczo odradzała ten pomysł. Informację przekazał Sique Rodriguez z radia SER: na Camp Nou działa "minigrada jove".

Grupom kibicowskim udostępniane są specjalne pakiety biletów: po 25 wejściówek na mecz dla każdej z grup, które sprzedają je swoim członkom za 15-25 euro, niezależnie od tego czy są to socios czy nie. Jedyny warunek ze strony zarządu Barçy: zero przemocy i bez konfliktów.

Oficjalnie FC Barcelona zaprzecza, by taka sytuacja miała miejsce. Nieoficjalnie, przyznaje, że nadal pracuje nad wcieleniem projektu Grada Jove w życie. Bilety trafiają do kibiców uznawanych za radykalnych, z zakazem wstępu na Camp Nou. Do takich przypadków dochodzi też w meczach na Miniestadi i w spotkaniach drużyny futsalu.

[SER]
FOTO: JORDI COTRINA