"Klasyki Realu z Barçą sędziuje się najłatwiej" - mówi Iturralde, zanim udaje mi się zadać mu pierwsze pytanie...
MARCA (Olga Viza): Naprawdę sędziuje się je najłatwiej?
Iturralde: Proszę mi wierzyć, najtrudniejsze są mecze drużyn walczących o uniknięcie spadku, te są nieznośne. A klasyki, z sędziowskiego punktu widzenia, takie trudne nie są. Przynajmniej te, które sędziowałem ja: faule były klarowne. Inna sprawa to presja mediów i kibiców, bo nad tym nie panujesz.
Pan prowadził trzy klasyki. Co się czuje, gdy wyznaczają pana na taki mecz?
Dumę.
W pierwszym się pan nie przestraszył?
Zachowałem zdjęcie z kapitanami: Guardiolą i Sanchisem. Przed pierwszym gwizdkiem chciało mi się płakać. Mówisz sobie: "Jestem tutaj!". Później wyrzuciłem z boiska Roberto Carlosa za faul na Figo w 8 minucie i w ten sposób zostawiłem Real w dziesiątkę. Ja, w wieku 27 lat, w moim pierwszym klasyku, przy całym tym napięciu. Wygrała Barça 3-0.
Barça wygrała wszystkie trzy klasyki, które pan sędziował.
3-0, 0-3 i 5-0. W sumie 11-0 dla Barçy! Statystyki są jakie są [wzrusza ramionami], nie da się zaprzeczyć.
Może pan powtórzyć, co powiedział panu Iker Casillas?
Iker to dobry kolega, ale któregoś dnia powiedział mi: "Itu, do cholery, bardzo cię lubię, ale proszę cię, nie sędziuj nam więcej" [śmiech]. Bo poza tym, po 17 latach, są też inne statystyki. Na przykład taka, że najwięcej przegranych przez Real na Bernabeu meczów sędziowałem ja. Drugie miejsce zajmuje mój dziadek, który też był arbitrem.
Pracujecie na terenie, na którym ścierają się różne zdania.
Zazwyczaj słyszysz: "Arbitrem będziesz wtedy, kiedy zetrzesz się z dwoma transatlantykami: Realem i Barçą". To znaczy, że wtedy zaczniesz mieć problemy. A ja problemy miałem od pierwszego sezonu. Przyjeżdżałem na Bernabeu i kibice oczywiście na mnie gwizdali. Kiedyś podszedł do mnie Fernando Sanz i powiedział: "Spokojnie, jestem synem prezydenta i na mnie gwiżdżą bardziej niż na ciebie". Ludzie przypinają mi łatkę barcelonisty albo antymadridisty, a ja zapewniam, że tak nie jest. Jestem za Athletikiem.
Zadeklarował pan to, będąc jeszcze arbitrem.
Oczywiście. Niech nikt mi nie wmawia, że sędziowie nie mają swoich drużyn. Jak lubisz futbol, to masz swój klub. Powiem więcej, dzień, w którym przyszło mi sędziować towarzyski mecz Athletiku, był jednym z moich najgorszych. Chcesz być wtedy taki sprawiedliwy, że koniec końców jesteś niesprawiedliwy.
Kiedy wyznaczano mnie na Gran Derbi, to mogę zapewnić, że z największą presją spotykałem się w domu... Mój ojciec, też arbiter, najbardziej "biały" z całej rodziny... Czarna owca! O tym też powiedziałem Ikerowi [śmiech].
Otrzymywał pan jakieś telefony przed klasykami?
Nigdy. Gdyby do tego doszło, rzuciłbym sędziowanie.
Z tych trzech klasyków, które pan sędziował, w którym najbardziej pan cierpiał?
Cieszyłem się wszystkimi trzema. To prawda, że trafił się jeden trudniejszy - pierwszy z serii klasyków, po którym sytuacja tak się zaogniła. Wygrała Barça 5-0.
Mou i Pep na ławce. Zerkał pan w ich stronę?
Zawsze wychodziłem na boisko z nastawieniem, że w kurniku powinien być tylko jeden kogut. Kogutem byłem ja. Trenerzy wiedzą z jakimi arbitrami mogą zadzierać bardziej lub mniej. Zawsze byłem porywczy, nie chowałem nic dla siebie i trenerzy o tym wiedzieli.
Nie zwracałem na nich zbytnio uwagi, zresztą, nie słyszałem ich. [myśli dłużej]. Nie rozumiem, jak to jest, widzisz ich w telewizji jak krzyczą do swoich piłkarzy, a kiedy jesteś na boisku, to ich nie słyszysz. Może to przez to, że tak bardzo jesteś skoncentrowany.
Dwa style gry. Jak to warunkuje pracę arbitra?
Łatwiej sędziować mecze Realu niż Barçy. Kiedyś Pep powiedział mi: "Nam dyktują mniej karnych niż Realowi". Wszystko ma swoje wytłumaczenie i mu o tym powiedziałem [bierze kartkę papieru, ołówek i zaczyna rysować]. Barcelona długo rozgrywa akcję. Wszystkie drużyny grają z Barçą tak, jak ostatnio Milan: 10 gości za piłką. Innymi słowy, Barcelona gra jak drużyna piłki ręcznej: podania, podania, wymiany w trójkątach i kiedy dostrzega szansę, posyła piłkę między liniami...
Kiedy to wszystko ma miejsce, arbiter jest 35 metrów od sytuacji. Gdy dochodzi do faulu w polu karnym, nie masz już dobrego widoku, bo masz przed sobą wielki tłok.
Z kolei Real gra z kontry, bardzo szybkie akcje, futbol wertykalny. Jak Barça traci piłkę, wychodzą do kontry. Ronaldo sam, Piqué sam, świetnie widzisz akcję, widzisz kiedy dochodzi do faulu w szesnastce. W meczach Barçy trudniej jest się nam ustawić tak, by nie przeszkadzać w grze. Futbol Barcelony nie jest tak wertykalny.
To prawdopodobnie największy problem?
Wiesz, że jak Barça straci piłkę, to pójdzie szybka kontra. Dla przykładu, analizowaliśmy jedną z kontr Cristiano. 89 minuta, korner przeciwko Realowi, strata piłki i w 8,5 sekundy piłka jest już pod drugim polem karnym. I goń tu za tą bestią po wybieganiu całego meczu. Myślisz sobie: jak już ma się coś wydarzyć, to niech to będzie klarowne przewinienie. Jak nie, to niech tę piłkę właduje do bramki.
Kolejne zmartwienie to oskrzydlające akcje Barcelony, w wykonaniu Alvesa czy Pedrito, dla przykładu. Mają te akcje tak wytrenowane, że zawsze są grane na granicy spalonego. W klasyku arbiter nie chce rozstrzygać polemicznych zagrań, tych na granicy. Lepiej jak są czarne albo białe.
Generalnie, tam na murawie musi pan się nasłuchać wszystkiego.
Ja wolałem z nimi dyskutować, niż karać kartkami za protestowanie. A jednak te kartki pokazywałem! Mimo wszystko dyskusje zostawały na boisku.
Są piłkarze, którzy się podlizują?
Jest wielu, cholera, wielu. "Ej, Iturralde, ale dzisiaj dajesz radę" - mówili. Chcą cię przeciągnąć na swoją stronę, wpłynąć na ciebie. Pamiętam Melliego z Betisu, który mówił: "Itu, ale jesteś dobry, jesteś fantastyczny". Kiedyś mu odpowiedziałem: "Paskudny jesteś, zamknij się w końcu".
Są też tacy, którzy nadają przez cały mecz. "Bla, bla" od pierwszej minuty. "Ale faul, Itu", "uważaj, Itu". Brałem ich na bok i mówiłem: "Co, dzisiaj bawimy się w sprawozdawcę radiowego"? [śmiech]
Są też pewnie tacy, którzy się nie odzywają.
Wie pani którzy? Geniusze. Żałuję, że nigdy nie gwizdałem Maradonie, ale cała reszta - Cristiano, Messi, Romario, Ronaldinho, Zidane, Ronaldo, Iniesta - nie zwracają na ciebie uwagi. Nie rozmawiali, koncentrowali się na grze.
Nie wspomni pan o Xavim?
Xavi, mówię to po koleżeńsku, jest bez wątpienia geniuszem, ale należy do grupy sprawozdawców radiowych! [śmiech] Może się obrazi. Lubiłem z nich żartować, żeby trochę rozluźnić atmosferę, ale też dlatego, że są piłkarze, którzy traktują cię jak obcego. Uważam, że w każdym klubie powinien pracować arbiter żeby, poczynając od cantery, pokazywać jak wygląda nasza praca.
Mówi pan, że żartował z piłkarzy?
Pewnego dnia Messi strzelił gola, jednego z tych po przedryblowaniu 200 gości. I kiedy zbliżał się do środka boiska, patrzy w moją stronę, więc mówię mu: "Ej, nie patrz tak na mnie z góry, bo ja takich goli sam wiele strzeliłem". Spojrzał tylko na mnie, jakby chciał powiedzieć: "co za pajac".
A jakaś historia z drugiej strony?
Kiedyś zapytałem Xabiego Alonso czy mogę trochę podrażnić Cristiano. Odpowiedział, że tak. Przed rozpoczęciem drugiej połowy na Bernabeu czekaliśmy na wyjście z tunelu, zbliżyłem się do niego: "Słuchaj Cristiano, straszny z ciebie gaduła, za dużo gadasz". Zbaraniał: "Ale przecież ja o arbitrach nigdy nic nie mówię! Nic nie powiedziałem".
"Nie, nie o to chodzi" - odpowiedziałem. "Ostatnio w wywiadzie dla Marki powiedziałeś, że jesteś numerem jeden w ping-ponga. Wiedz, że to ja jestem numerem jeden". Spojrzał na mnie z góry na dół: "Ja jestem numerem jeden na boisku i w ping-ponga" i wybiegł z tunelu [śmiech]. Przed kolejnym meczem rozgrzewaliśmy się i z oddali robił w moim kierunku gesty typowe dla gry w ping-ponga.
Wciąż nie doszło do tej rozgrywki między Cristiano i panem.
[Śmieje się] Ale najlepszy był Joaquin. W jednym z meczów Valencii z Barçą podchodzi do mnie i mówi: "Itu, zrób coś, nie robię nic innego tylko biegam, chyba tylko raz piłki dotknąłem. Weź coś z tym zrób, bo tylko biegam".
Wiesz, kiedy jest czas na żarty. W trakcie klasyku przy wyniku 4-0 nie wypada. Byłem wyjątkiem wśród arbitrów. W tym poważnym komitecie sędziowskim, to ja najwięcej gestykulowałem. Nie wiem, dlaczego oni ze mną tak długo wytrzymali.
Przeprosił pan kiedyś piłkarzy za swój błąd?
Tak. Czekałem do następnego meczu, bo najpierw musiałem taką sytuację zobaczyć w telewizji, ale przyznawałem: "Przykro mi, nie było karnego, pomyliłem się". Jak się już myliłem, to tylko dlatego, że tak, a nie inaczej widziałem daną sytuację, ale nie specjalnie. W meczu piłki nożnej musisz podjąć ponad 200 decyzji i jeśli ktoś czuje się skrzywdzony, to przepraszam. Myliłem się uczciwie.
Co pan sądzi o pomyśle wprowadzenia piątego arbitra od następnego sezonu, tego za bramką? Opowiada się pan za propozycjami Platiniego czy Blattera?
FIFA jest bliższa technologii, UEFA woli piątego arbitra. Dysponują raportami, z których wynika, że w tej edycji Ligi Mistrzów strzelono więcej goli głową, było mniej fauli. Bo jeśli tam za bramką stoi dodatkowy sędzia, to piłkarz nie ryzykuje tak bardzo faulem. Futbol jest czystszy.
Zatem?
Trzeba będzie tego spróbować, prawda? My nie decydujemy. Decydują ludzie z góry, wśród których zazwyczaj nie ma żadnego arbitra. Wie pani, my jesteśmy z pokolenia Canal+, widać wszystko. Nasi szefowie tego nie rozumieją, bo są z poprzedniego pokolenia. To, co w telewizji widać perfekcyjnie z każdego ujęcia, na boisku nie widać, proszę mi wierzyć. Nowe technologie nas zabiły.
Nierówna walka?
Proca przeciwko czołgowi. Wyobraźmy sobie, że zrzuca się odpowiedzialność na innych. Wyobraża pani sobie, co by się działo, gdyby dzień po meczu spotykał się komitet rozgrywek i odbierał trzy punkty drużynie, która skorzystała na karnym po symulacji. Piłkarze by symulowali? Więc nie, niech decyduje arbiter i bierze odpowiedzialność na siebie.
Rada dla Undiano Mallenco i Péreza Lasy przed klasykami?
Cieszcie się tymi meczami, bo później zdacie sobie sprawę, jak tego brakuje. Przebywanie na boisku z tymi ludźmi to wyjątkowa szansa. Wciąż nie jestem świadomy tego, że byłem w elicie 17 lat. Do dzisiaj kiedy oglądam telewizję pytam siebie: "I ja tam byłem?".
Czego panu zabrakło?
Boca-River. Opowiadano mi, że to jest prawdziwa presja, inny świat. Ten mecz najbardziej chciałbym sędziować, nawet bardziej niż gwizdać na mundialu.
[Marca]